23 paź 2013

Historia zwyczajnej miłości: te tematy...

Studia dzienne i praca - ciężko było pogodzić ze sobą te dwie rzeczy. Postarałam się zatem o indywidualny tok studiów. Chciałam studiować i musiałam pracować. Na szczęście udało się wszystko załatwić.

Miłość oznacza, że  : akceptujesz kogoś ze wszystkimi  wadami i błędami, na jakie nikt inny nie mógłby się zgodzić...

Miałam zatem więcej czasu dla zwyczajnego chłopaka. Staliśmy się nierozłączni. Każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem. W końcu przyszły wakacje. Planowałam, że spędzimy je wspólnie. Jednak nasze losy potoczyły się inaczej i trzeba było się rozstać...

Zwyczajny chłopak wyjechał do pracy. Co prawda nie za granicę, ale na Śląsk :) Tak, tak i zwyczajny chłopak przyczynił się do budowy tego słynnego stadionu ;) Nawet był świadkiem treningu obu drużyn - polskiej i angielskiej. Ale prawda jest taka, że ani zwyczajny chłopak, ani zwyczajna dziewczyna nie interesują się piłką nożną. Po prostu nadarzyła się okazja, więc trzeba było ją wykorzystać.

Nie widzieliśmy się kilka tygodni, ale wciąż byliśmy w kontakcie. Zwyczajny chłopak przyjeżdżał co tydzień, abyśmy mogli się zobaczyć chociaż jeden dzień. Tęskniliśmy za sobą bardzo. Zwyczajna dziewczyna wykorzystała moment swobody i kilku dni wolnych w pracy. Spakowała walizki, wzięła ze sobą siostrę i pojechała odwiedzić ciocię w Warszawie. Zrobiłyśmy sobie takie kilkudniowe wakacje, ale i to nie pomogło zabić smutków...

W Warszawie zwyczajna dziewczyna nakupowała prezentów dla zwyczajnego chłopaka i wróciła do domu. Zwyczajny chłopak skończył pracę przed czasem i wrócił do Rzeszowa tydzień wcześniej. Bardzo się cieszyliśmy, że mogliśmy ten czas spędzić razem. Wakacje dobiegały końca i tym razem odbyła się impreza na "działce". Jednak na szczęście obyło się bez ofiar ;)

Rozpoczął się kolejny rok akademicki. To był już mój trzeci rok studiów. Kolejny rok zwyczajna dziewczyna spotykała się ze zwyczajnym chłopakiem. Sprawa zaczynała robić się poważna. Przynajmniej zwyczajna dziewczyna tak do tego podchodziła...

Najlepszą rzeczą w życiu, : jaka możne się przydarzyć to znalezienie kogoś, kto pozna twoje wszystkie wady i błędy i wciąż będzie myślał, że jesteś wspaniała...


 Koleżanki z roku jedna za drugą wychodziły za mąż, jedna za drugą rodziły dzieci... Zwyczajna dziewczyna od zawsze ma bardzo silnie rozwinięty instynkt macierzyński. Od dziecka marzyła o mężu i dzieciach (co najmniej dwójce ;). No i zaczęły się rozmowy na te tematy...

Zwyczajna dziewczyna jakoś sobie tak ubzdurała, że wiek 24 lata, to najlepszy czas na rodzenie dzieci. Że wtedy kobieta jest pod względem biologicznym, ani za młoda, ani za stara. Tak w sam raz. Poza tym mama zwyczajnej dziewczyny urodziła ją, gdy miała właśnie 24 lata i zwyczajna dziewczyna mimo woli chciała pójść w jej ślady. Jednak los chciał inaczej...

C.D.N.
PODPIS

35 komentarzy:

  1. Moja mam urodziła mnie również w wieku 24lat, ja Elizę w wieku 25... Ale dziś bym jednak wstrzymała się chociaż jeszcze 3-4lata i pożyła trochę jako już mężatka, a jeszcze nie mama :) U nas jednak względy zdrowotne wzięły górę i dlatego zdecydowaliśmy się na Dziecko od razu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja długie lata czekałam na Maksia. Gdybym mogła, urodziłabym wcześniej ;)

      Usuń
  2. ciekawie się zapowiada :D kiedy kolejna część

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja never nie chciałam "iść w ślady" mamy pod względem potomstwa, nawet wtedy jeszcze mężnego nie znałam ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a mi nawet nie o mamę chodziło, tylko zawsze mi się wydawało, że 24-25 lat to najlepszy moment na dzieci ;)

      Usuń
  4. ech...ten element napięcia ;) i znowu tydzień na kolejny "odcinek" trzeba czekać ;)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy losów zwyczajnej dziewczyny i zwyczajnego chłopaka.
    Tymczasem serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja miałam 25 lat. :) Nic dziwnego, ze już myśli się o rodzinie w tym wieku :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekam również na ciąg dalszy. Ja też chciałam mieć dziecko do 25 roku życia ale los przynosi nam czasem inne niespodzianki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie :) fajnie, że są te nasze dzieciaczki z nami...

      Usuń
  8. no proszę na Śląsk przyjechał i jeszcze nam stadion wybudował:)) a w wieku w którym ja urodziłam mojego B. moja mama miała już trójkę dzieci :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heh no w wieku, gdy ja urodziłam Maksia, moja mama miała już mnie i moją siostrę ;)

      Usuń
  9. Ja urodziłam w wieku 28 lat, ale też zawsze marzyłam, że urodzę zaraz po studiach :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja za najlepszy wiek na dziecko zawsze uważałam 28-32 lata:-p. A że urodziłam mając 19? No cóz:)

    OdpowiedzUsuń
  11. zawsze kończysz w najciekawszym momencie ;-) czekam niecierpliwie na ciąg dalszy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zawsze kończysz w najciekawszym momencie ;-) czekam niecierpliwie na ciąg dalszy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Cierpliwośc nie jest moją mocną stroną....ale cóż...poczekam na dalszy ciąg.....zwyczajnych....niezwyczajnych...;*
    nadzieipromyk

    OdpowiedzUsuń
  14. i pewnie co "los chciał inaczej:" zxacznie sie bardzioej gorzka części opowieści...ma bardzo roziweniętą wyobraźnie i pracuje kiedy czytam te słowa;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Zapraszam ponownie.
Jak już tu jesteś – zostaw po sobie ślad ;)

Podobne

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...