15 paź 2012

Moja walka o laktację

Ostatnio na wielu blogach widziałam, że poruszacie problem karmienia piersią. U mnie też możecie znaleźć kilka wpisów na ten temat: 


  1. TUTAJ przytaczam artykuł o tym, jak zacząć karmić piersią
  2. TUTAJ piszę o swoich przygodach z karmieniem
  3. TUTAJ piszę o tym, że i podczas przeziębienia można karmić piersią i jak to zrobić
  4. TUTAJ daję rady, jak odstawić maluszka od piersi
  5. TUTAJ opisuję, jak ja odstawiałam Maksia

Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć, jak wyglądała moja walka o utrzymanie laktacji. Nie chcę się powtarzać, więc tylko wspomnę, że dostałam Maksia 2 godziny po porodzie. Położna pomogła mi go przystawić i tak już zostało :) Maksiu zakochał się w cycusiu, a ja zakochałam się w Maksiu.

Nie będę tu po raz kolejny opisywać problemów zdrowotnych mojego dziecka, wspomnę tylko, że po porodzie wyszliśmy ze szpitala w 10-tej dobie. Jednak nie miałam okazji zbyt długo pobyć z dzieckiem w domu, bo już po 3-ech dniach wróciłam do szpitala. Moja prawa pierś była twarda i czerwona. Bolała okrutnie. To typowe zapalenie piersi. Miałam przy tym też 40 stopni gorączki, która niestety nie spadała po karmieniu. To było niepokojące, więc zbadano mnie na izbie przyjęć i okazało się, że oprócz zapalenia piersi mam też połogowe zapalenie macicy. Musiałam zostać przyjęta na oddział i mój Skarb po raz pierwszy został z tatem w domu. Bardzo to przeżywałam, ponieważ moje dziecko miało dopiero 2 tygodnie, a ja już musiałam je zostawić. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Pokarm z piersi odciągałam laktatorem ręcznym, mniej więcej takim:
 
Miałam też koleżankę na sali w podobnej sytuacji, jak moja. Wspierałyśmy się nawzajem, razem odciągałyśmy pokarm i tak jakoś raźniej mi było :) W tym czasie, kiedy mnie nie było, Maksiu musiał jeść niestety mleko modyfikowane. 
Na szczęście już drugiego dnia mojego pobytu w szpitalu zrobiono mi zabieg, dostałam też kurację antybiotykową i już po tygodniu wróciłam do domu, a gdy wróciłam, przystawiłam Maksia do piersi i maluszek zaczął ssać. Na szczęście lekarze tak dopasowali mi leczenie, że mogłam dalej karmić, mimo przyjmowanego antybiotyku.
Później wyszły na jaw problemy zdrowotne mojego dziecka. Jeździliśmy po lekarzach, szpitalach. Maksiu miał robione różne badania. Wiele razy musiał być usypiany. Miał też zabieg. W tym czasie ja nie mogłam go karmić, bo musiał być na czczo. Pokarm w piersiach mi się zbierał. Nie pomagały nawet wkładki laktacyjne. Koszulki do zmiany - całe mokre :) i znów musiałam używać laktatora. Dobrze, że ktoś wymyślił takie urządzenie, bo ręcznie nie potrafiłabym, aż tak dokładnie opróżnić piersi. Nie potrafiono konkretnie zdiagnozować mojego dziecka. Skierowano nas na rehabilitację i wypisano do domu.


Po pewnym czasie, gdy Maksiu miał 4 miesiące, okazało się, że oprócz dziecka, nosiłam w sobie też guza. To było straszne...nie będę tu pisać, co wtedy czułam. Maksiu dał mi ogromną siłę do walki. Wzięłam się w garść. Poszłam do szpitala. Czekała mnie operacja. Chciałam mieć to wszystko jak najszybciej za sobą. Chciałam już wrócić do mojego ukochanego synka i utulić go w ramionach.

Zostałam przyjęta na oddział gastroenterologii. Tam zrobiono mi wszystkie badania. W międzyczasie uruchamiałam mój laktator. Jak dobrze, że miałam ten wynalazek ze sobą. Panie, które wtedy leżały ze mną na sali wspierały mnie tylko w mojej walce. Bardzo mnie to cieszyło, bo nastawiałam sobie budzik co trzy godziny (nawet w nocy), żeby ściągnąć pokarm. Na szczęście nie przeszkadzało im to. Lekarz dyżurny, gdy dowiedział się, że moje dziecko ma dopiero 4 miesiące, a ja karmię piersią, wypuścił mnie na weekend do domu, na przepustkę. Chociaż przez chwilę mogłam przytulić małego i choć jeszcze te 2 kolejne dni - karmić piersią...

 


Nie chciałam wracać do szpitala, ale wiedziałam, że nie mogę się poddawać, przecież mam dla kogo żyć...Wróciłam więc, przyszedł do mnie chirurg porozmawiać o operacji. Zapytałam, co będzie z moim karmieniem, a on na to, że przepalimy pokarm...Nie będę tego komentować...Odpowiedziałam, że się nie zgadzam, a on odwrócił się i poszedł. Następnego dnia przyszedł do mnie inny chirurg, ten zbadał mnie, wytłumaczył, jak będzie wyglądała operacja i powiedział, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, abym mogła dalej karmić moje dziecko. (Na szczęście to właśnie on mnie operował.) Ogromnie mnie to ucieszyło i dodało jeszcze więcej siły do walki.

Wciąż odciągałam pokarm z piersi ręcznie, ale przygotowałam się już na okoliczność operacji i pożyczyłam w szpitalu laktator elektryczny. Po zabiegu, na sali pooperacyjnej, mleko odciągnęła mi zaprzyjaźniona położna, która jest też doradcą laktacyjnym :) Potem pomagała mi mama i mąż (na zmianę - ktoś przecież musiał być przy Maksiu), ponieważ ja byłam jeszcze zbyt słaba, żeby odciągać samodzielnie. Zdarzało się, że zasypiałam podczas odciągania. 

Po kilku dniach, gdy poczułam się lepiej, zaczęłam już robić to sama. Potem oddałam laktator szpitalowi i machałam na ręcznym :) W krytycznych chwilach oglądałam filmik, który nakręciłam telefonem jeszcze będąc w domu. Mój synuś ssący pierś. 




Udało się. Utrzymałam laktację. Wróciłam do domu i od razu przystawiłam maluszka do piersi (tzn. wcześniej jeszcze zmyłam z siebie bakterie szpitalne pod prysznicem i przebrałam się). Miałam obawy, ale maluszek od razu zaczął ssać. Bardzo się za mną stęsknił - nie było mnie ponad miesiąc, a ja ogromnie tęskniłam za nim. Karmiłam jeszcze długo...do 22-ego miesiąca życia mojego dziecka.


Także nie poddawajcie się! Naprawdę warto karmić piersią i uważam, że jeżeli naprawdę się tego chce, to da się...

21 komentarzy:

  1. Podziwiam Cię! :) Mi bardzo zależy na karmieniu piersią. Niestety z niewiadomych przyczyn laktacja zanika stopniowo. Obecnie karmię już tylko 1 raz dziennie. A w dodatku są to zlewki z całego dnia żmudnego odciągania pokarmu. Mamy 4 miesiąc i z bólem serca powoli odchodzimy od karmienia. Cieszę się, że mogę podarować synkowi choć odrobinę tego co dla niego najlepsze poprzez to jedno karmienie. Wierzyłam, że wytrwamy minimum do 6stego miesiąca, niestety nie wyszło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wysłałam Ci maila...mam nadzieję, że coś pomogę ;)

      Usuń
  2. Brawo! niech to czytają wszystkie kobiety!!

    OdpowiedzUsuń
  3. szczęśliwe zakończenie:):)

    OdpowiedzUsuń
  4. TWOJ PRZYKLAD DOKLADNIE TO POKAZUJE...TO POWINNO SIE znalezc we wszystkich czaspismach dla mam nie trzymaj tego dla siebie to moze zachecic wiele mam do walki o to o nalepsze dla dziecka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie trzymam dla siebie :) dlatego opisałam to tutaj

      Usuń
  5. Wzruszająca historia :-) Zazdroszczę tak długiego karmienia :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Sporo przeszliście, az się łezka w oku kreci:(.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierszej córki nie karmiłam, nie chciała , ale druga karmię do dzis, a ma juz 15 miesięcy i jestem z tego baaardzo zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. karmienie piersią jest cudowne :) fajnie, że udało Ci się przy drugiej córeczce

      Usuń
  8. Oglądając filmik....się popłakałam...Matko! przypomniało mi się jak Adasia karmiłam...niestety tylko 3 miesiące z hakiem. Pomimo, że bardzo chciałam karmić i odciągałam mleko m.in. na uczelni na weekendowych zjazdach, robiły mi się straszne zatory...i niestety nie opuściły mnie w momencie stabilizacji laktacji....Później już z jednej piersi udało mi się odciągać po 30 ml... A moje dzieciątko nie dojadało...no i włączyliśmy butelkę. Najpierw karmienie mieszane, a później laktacja stopniowo sama zanikała....Cicho w duchu liczę, że teraz będzie mi łatwiej i lepiej...
    A Ciebie podziwiam - faktycznie przeszłaś dużo, ale udało Ci się. Aha...I wiesz, nie zawsze jest tak, że jeśli się chce to się da... Ale Tobie się udało - super:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no cóż różne są sytuacje... :) ja na przykład bardzo chcę iść do pracy, ale tej pracy dla mnie nie ma... :)

      Usuń
    2. No niestety nie zawsze możemy mieć to czego chcemy...ale ważne, żeby cieszyć się z tego co mamy, no nie??:) pozdrawiam Cię gorąco:*

      Usuń
  9. Jesteś niesamowicie dzielna. przepiękny filmik żałuję że nie mam tego typu z pierwszych dni mojego synka, imienik Twojego tak przy okazji :-D
    gratuluje utrzymania laktacji i długiej drogi mlecznej, bo 22 miesiące to nie lada wyczyn :-)
    podziwiam i zycze wszystkiego naj :-)
    ps ksiazka znaczenie milosci jest wspaniala polecam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Popłakałam się...wzruszyła mnie Twoja-wasza historia...nie wiedziałam o tym wcześniej...brawo za konsekwentne dążenie do celu:)))
    Ja córkę karmiłam jedynie przez 5 miesięcy..ostatnie dwa miesiące już były łączone z mlekiem modyfikowanym...pokarm zaczął stopniowo zanikać...chociać ściągałam laktatorem...nie udało się utrzymać dłużej...ale cieszę się że przynajmniej tyle nam się udało:)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Podziwiam Cię, nie wiem czy dałaby radę psychicznie przejść przez to wszystko.
    Ale grunt to pozytywne myślenie.
    Mi ostatnio na laktację pomogły nie tyle częste karmienia/przystawanie dziecka do piersi- bo czym miałam karmić?:( ale herbatki Herbapolu na laktacje i dużo rozgrzewających potraw np.zup
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. podziwiam Cię, ja nie dałam rady i bardzo tego żałuję :( poddałam się przy pierwszym potknięciu i karmiłam piersią tylko 3 tygodnie :( a przez 6 miesięcy odciągałam laktatorem i dawałam małemu moje mleko z butelki

    OdpowiedzUsuń
  13. Podziwiam! Cała historia jest bardzo wzruszająca, ale filmik rozczulił mnie na maxa, pokazuje jak bardzo malutki człowieczek potrzebuje matki,, niesamowite pozdrawiam i życzę dużo zdrówka mamie i synkowi ;) trzymajcie sie

    OdpowiedzUsuń
  14. Popłakałam się... piękna historia. Ja pierwszego syna karmiłam do 14 miesiąca. Teraz mam drugiego synka Adasia, ma 5 miesięcy. Za kilka dni idę do szpitala na operację i będę 10 dni jeśli nie będzie komplikacji. Mam laktator elektryczny, też będę walczyć... mam nadzieję, że starczy mi sił, że nie poddam się i też mi się uda.
    Pozdrawiam Cie serdecznie i dziękuję za ten wpis, za tą historię.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Zapraszam ponownie.
Jak już tu jesteś – zostaw po sobie ślad ;)

Podobne

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...