Dziś 1 listopada. Dzień Wszystkich Świętych - uroczystość obchodzona ku czci wszystkich znanych i nieznanych świętych. Większość z nas udało się dziś na groby swoich najbliższych. Wiele osób odwiedziło dziś też świątynie w swoich miastach i uczestniczyło we Mszy św.
Do napisania dzisiejszego posta zainspirowała mnie sytuacja, jaka miała miejsce podczas dzisiejszej Mszy...
Młoda mama (znowu w ciąży) ze swoją może 3-, może 4-letnią córeczką przyszła do Kościoła, aby uczestniczyć we Mszy św. Dziewczynka jednak swoim zachowaniem skutecznie uniemożliwiała aktyną modlitwę nie tylko swojej mamie, ale także wszystkim sąsiadom... Mama, aby zająć czymś niesforne dziecię, dała jej lizaka. Dziewczynka posiedziała przez chwilkę, po czym ponownie zaczęła psocić. Tym razem mama wyciągnęła z torebki bajeczkę. Kolorowa książeczka tylko na chwilkę zajęła dziewczynkę, a potem wręcz latała po Kościele i wielokrotnie spadała na posadzkę robiąc przy tym sporo hałasu. Kolejną rzeczą wyciągniętą z magicznej torby mamy, było pudełko pełne wcześniej przygotowanych (obranych ze skórki i podzielonych na cząstki), jakby specjalnie na wyjście do Kościoła, mandarynek. Dziecko wcinało, aż jej się uszy trzęsły. Jednak przekąszała tylko pomiędzy kolejnymi psotami...